Hobby – planszówki

Mam wiele pasji. Nie realizuję nawet połowy z nich. Niestety – hobby potrzebują wielu wolnych chwil i środków. W miarę możliwości staram się znaleźć czas na niektóre z nich…

Pierwszeństwo daję tym, dzięki którym mogę poświęcić czas rodzinie. Na pewno jednym z takich hobby są gry planszowe. Trochę rywalizacji, dobra zabawa, rozwijanie strategicznego myślenia.

Niestety planszówki nie należą do najtańszych, więc lista tych które chce mieć a które już mam w swojej kolekcji – to dwa różne światy.

Tym wpisem chce zapoczątkować serię PLANSZÓWKI.

Postaram się co tydzień napisać coś na temat tytułów w które gramy, i może zrobię jakiś osobny wpis na temat naszych planów zakupowych…

Repeta, restaurant & café

Będąc dziś w Słupsku zahaczyliśmy o całkiem sympatyczny lokal. Repeta, restaurant & café to lokal przy ul. Starzyńskiego 11 vis-à-vis Krakowskiej Zapiekanki. W środku całkiem przestronnie. Stoliki dla 4 – 6 osób. Dodatkowo ogródek i druga sala na piętrze.

Lokal kieruje się dewizą:

20170529_132734

Zamówienie

Zaraz po zajęciu miejsc kelner podał nam menu.

Kilka stron. Wszystko jasno napisane.

Nasze zamówienie to kawa i coś do kawy. Ja zamówiłem tostowaną ciabattę „Bella Mozzarella”, a moja żonka – jak zawsze bardziej na słodko – Czekoladowe Brownie z lodami. Do tego cappuccino.

Kawa całkiem dobra. Chyba jedna z lepszych jakie można wypić w Słupsk (następnym razem na pewno zamówię espresso) . Kanapka super. Wszystko było świeże i zachęcało swoim wyglądem i zapachem. Smakowało.

Ciacho do kawy też całkiem dobre. Nie mieliśmy okazji do jedzenia zbyt często Brownie więc nie powiem czy było bardzo dobre czy tylko dobre. Zamiast lodów waniliowych – które były w karcie podali ciasto z lodami truskawkowymi, ale nie było to na minus 🙂

Talerze ładnie ozdobione.

Ciekawe jak wypadają dania obiadowe… To pewnie będzie tematem innego wpisu 🙂

Ogólnie słabo wypadają tylko pod względem piwa. W karcie brakowało czegoś co było by warte wypicia. Same koncernowe lagery, trochę książęcego jakieś redd’sy. Miejmy nadzieję że pod tym względem się poprawią i będzie można ich za to również pochwalić.

Jeśli chcecie być na bieżąco to zapraszam do obserwowania profilu repety na fb.

Polecam każdemu kto ma ochotę na kawę i małą przekąskę.

 

 

Prezent z Bieszczad – ‚Bieszczadzkie Mocne’

Jakiś czas temu dostałem mały drobiazg z Bieszczad. Całkiem ładna etykieta. Pomyślałem pewnie jakieś craftowe piwko…

Rozczarowanie. Taka nazwa była by odpowiednia. Raczej słabo na chmielony lager podobny do tych masowo produkowanych komercyjnych piw.

Zapach – lekko czuć drożdże. W smaku czuć słód, drożdże i alkohol. Nic więcej. Piana fajna, gęsta, szybko opadła. Trochę jak lager robiony w domu z brewkitu w puszcze.

Jeśli miałbym wybierać między tym piwkiem a żubrem? Kupił bym Bieszczadzkie Mocne. Ma 6,2% alkoholu więc po ciężkim dniu 3-4 piwka dla całkowitego znieczulenia.

Ale jeśli chodzi o smak piwa, o jakość czy o to żeby się trochę po delektować… Zdecydowanie nie. Nie polecam.

OCENA 2/10

Zapiekanka Krakowska (w Słupsku?)

Ostatnimi czasy w Słupsku pojawia się coraz więcej ciekawych lokali z szybkim jedzeniem. Postaram się co jakiś czas wrzucić kilka zdań o tych które udało mi się odwiedzić.

Dziś – Zapiekanka Krakowska. Okienko które proponuje „zapiekanki krakowskie”. Menu jest dość szerokie – jakieś 20 konfiguracji (w tym co miesiąc inna zapiekanka miesiąca). Miałem okazję już kilka razy próbować – za każdym razem innej zapiekanki. Dzisiaj padło na zapiekankę smakosza. Dodatkowo ostry sos. (zdjęcie poniżej).

Całkiem smaczna. Produkty z których robią zapiekanki zawsze są świeże i dobrej jakości. Przy okienku zazwyczaj dwie – trzy osoby. Czas oczekiwania od 5 minut wzwyż.

 

Czy jest to zapiekanka jak w Krakowie?? Kraków zawsze kojarzy mi się z zapiekankami od Endziora z krakowskiego Kazimierza. Te zapiekanki są całkiem inne. Nie mówię że złe. Są ciekawe, na pewno zrobione starannie i chcą naśladować te z Krakowa; ale nigdy nie będą to zapiekanki „krakowskie”. W Krakowie zapiekanki smakują bo jest tam KLIMAT – Kazimierz tętniący życiem o każdej porze. Ulice tętniące życiem, pełne ogródki…

W Słupsku – niestety, już o 19 na ulicach robi się cicho i pusto.

Zapiekanki jak najbardziej są godne polecenia. Na pewno każdy odnajdzie swoje ulubione dodatki w menu.

Coś się dzieje… Zlot foodtrucków w Słupsku.

Trochę mnie tu nie było, ale o blogu nie zapomniałem 🙂

19 – 21 maja w Słupsku odbył się zlot foodtrucków. O wydarzeniu wszelkie media chyba zapomniały. Ja dowiedziałem się przez przypadek, przechodząc przez Plac Zwycięstwa zobaczyłem jak ustawiają się owe „ciężarówki”. Trochę trzeba było pogrzebać w internecie żeby znaleźć jakąś informację na ten temat. Może organizatorzy nie chcieli aby imprezę nagłośnić?? Tego nie wiem…

W Słupsku takie fastfoody z samochodów to coś innego. Na co dzień raczej nie spotykane zjawisko – no oczywiście poza większymi imprezami albo przy okazji rozstawionego lodowiska.

Słupsk zaplanowało odwiedzić kilka ciekawych barów na kółkach tj:

    • Kiełbusfoodtruck – Kozackie kiełbaski prosto z Mazur!
    • Gorące Kawałki -Burgery!
    • Fura Frytek – Fryty belgijskie!
    • Don César – Tex-mex !
    • Momo-Smak Kuchnia Azjatycka – tybetańskie pierożki na parze!
    • Pizza Truck – Kozacka pizza z pieca opalanego drewnem!
    • Dos Sombreros – meksykańskie fajitas!
    • Na Rowerze Cafe – kawa z rowerka!
    • Beef Burger – Najlepsze buksy na świecie!
    • Zjedz mnie – naleśniki i pankejki!
    • U Wujcia – autorskie hot-dogi!
    • Foodtruck Jeżowóz – wege szamka!
    • GlobeBurger – burgery ze wszystkich stron świata!
    • Pan Baton -smażone batony, lody molekularne!
    • Le mini lemoniada – lemoniada molekularna!
    • Pan Zapieksa – Zapieksy holenderskie!
    • Farsz Food – bułeczki bao!

Ogólnie dobry pomysł, miasto się promuje, i w końcu na ulicach widać ludzi (szczególnie wieczorem bo czasami mam wrażenie że Słupsk to miasto duchów). Trochę osób impreza przyciągnęła i można było miło spędzić czas.

My tym razem skorzystaliśmy z tego co oferował Jeżowóz. Wegańskie burgery i kawa z topinamburu. Coś czego na co dzień nie możemy spróbować.

20170519_200520

Kanapki były warte swojej ceny i naprawdę duże. Do tego kawa z topinamburu – dla mnie całkiem nowy i do tego ciekawy smak.

Brakowało tylko jakiegoś stoiska z dobrym craftowym piwem. Myślę że to by przyciągnęło kolejną grupę zainteresowanych.

Z imprezą zazębiała się Europejska Noc Muzeów. W Słupsku można było zwiedzić Ratusz oraz jak co roku Muzeum Pomorza Środkowego. Niestety w tym roku muzea musieliśmy sobie odpuścić z powodu innych planów – ale może w przyszłym roku się uda.

Weekend zaliczam do udanych. Oby więcej takich wydarzeń w Słupsku.

Bytów. Jasne Pełne.

Ostatnio odwiedzając słupskie Browarium przy ul. Konopnickiej, prócz bock’ów i belgijskich wynalazków zakupiłem sobie jasne pełne. Zaciekawiła mnie etykieta piwa. Czarny napis „Bytów” na tle białej etykiety…

Okazało się że pochodzi ono z reaktywowanego niedawno browaru w Bytowie gdzie kiedyś rozlewano między innymi piwko „Goch”. Browar mieści się w dawnej mleczarni przy ul. Szarych Szeregów w Bytowie.Na butelce napisano: „Uwarzone i rozlane w Bytów Browar Kaszubski”

Trochę o piwie…

Piwko całkiem ciekawe. Po przelaniu do kufla zobaczyłem piękną drobnopęcherzykową pianę, która utrzymała się dość długo jak na piwo tego rodzaju. Na powierzchni trunku przez cały czas utrzymywała się drobna warstwa białej pianki co mi przypominało trochę pianę na irlandzkich stout’ach. Jeśli chodzi o gaz – nie ma co w nim szukać grubych bąbelków charakterystycznych dla ogólnodostępnych komercyjnych jasnych pełnych. Kolor ciemnego złota. Wyczuwalne aromaty słodowe, trochę przypomina młode piwo. Smak? Orzeźwiające, pełne w smaku, trochę smaków z piekarni – pszenne bułki, finisz – ziołowa goryczka, wyraźny smak chmielu…

Piwko nie przypomina tych ogólnie znanych jasnych pełnych. I dobrze że nie przypomina bo dzięki temu, na pewno, jeśli będę miał okazję to kupię go ponownie. Oceniam go na mocne 6/10. Etykieta może rzuca się w oczy ale nie jest specjalnie zachęcająca…

Polecam spróbować – szczególnie że to w zasadzie nowość z nowego (reaktywowanego) browaru. Ciekawy tylko jestem czy ich pszeniczne podobnie mnie zaskoczy…

 

Dzień jak co dzień, dzień po dniu…

Trochę mnie mało na tym blogu, ale to dla tego że wszystko wokół mnie się szybko zmienia i ciężko mi się czasami wpasować…

Może po kolei…

Nie tak dawno temu zmieniłem pracę – chyba na lepszą bo w normalnych godzinach, na jedną zmianę, od poniedziałku do piątku… Może trochę bardziej monotonną, ale nie narzekam. W poprzedniej pracy za to nie chcą o mnie zapomnieć i próbują mnie ściągać do pomocy kiedy się tylko da… Mam nadzieję że niedługo uda mi się to unormować i będę miał trochę więcej czasu dla siebie.

Jest teraz godzina 3:22 a ja siedzę i piszę. W końcu mam czas. Ale dlaczego nie śpię?

Zacznijmy od tego że jestem trochę chory, siedzę w domu, mam L4 i próbuję wypocząć. Ale czy da się wypocząć w wiejskiej rzeczywistości? A no właśnie… Chyba nie zupełnie. Niech no tylko ktoś podpatrzy, że masz trochę lepiej od niego i że są wolne ręce do pracy. W niedzielę po południu zaraz po powrocie od lekarza (gdy jeszcze miałem nadzieję że uda mi się trochę odpocząć), mój teść zaangażował mnie do budowy zagrody dla swoich jeszcze nie do końca opierzonych gęsi… Prace trwały koło trzech godzin a w zasadzie to trwały do zmroku. Noc – chwila na podładowanie akumulatorów.

Dziś a właściwie wczoraj – pomyślałem sobie że chociaż pośpię sobie trochę dłużej niż standardowo do 5:40… I nawet mi się trochę udało. Spałem do 7:00. Żona pojechała trochę popracować, ja za to zostałem w domu z rozżaloną córką, która się uparła że do przedszkola nie idzie, więc do około 10:00 próbowałem ją namówić na zjedzenie śniadania i oglądałem z nią kreskówki, a później – udało mi się ją podrzucić teściowej. I co odpocząłem??

A gdzieżby… Pochłonęły mnie porządki w remontowanej części domu… I tak do 18. Później jak już się ogarnąłem, chciałem oddać się piciu „syropów” i w końcu iść spać okazało się że mógłbym jeszcze podjechać do księgowej – za teścia bo on akurat nie może… Więc myślę że odpocznę jak wrócę. O 21:00 w końcu w domu. Odpocznę? Ledwo wszedłem do domu a tu się okazuje że sąsiada żona w szpitalu i być może ją wypiszą zaraz po badaniach… Ktoś musi po nią podjechać. OK – Jak trzeba to pojadę. „Syropu” nie będzie. Odcinek serialu i do spania – godzina 0:15. Pospałem do 1:20. Telefon – jedź do szpitala – wypisali ją do domu. Godzina 2:47 w końcu w domu. Czy teraz w końcu mogę iść spać?

TERAZ TO JUŻ MI SIĘ NIE CHCE!!

 

 

Najtrudniejszy wpis

Dlaczego najtrudniejszy? Bo pierwszy, a mówią że właśnie pierwszy jest najtrudniejszy. Więc miejmy to już za sobą. Odkąd pisałem pierwszego bloga – chyba 9 lat temu – sporo się zmieniło i mam teraz sporo do nadrobienia. Teraz bardzo popularne są Twittery, Facebooki, Instagramy, Hasztagi i inne wynalazki…Trzeba to wszystko ogarnąć…

O czym blog? 

Po pierwsze o mieszkaniu na wsi

  • O moich wiejskich hobby (ostatnio hoduje króliki, planuję też założyć małą przydomową pasiekę), może wrzucę czasem trochę zdjęć np. wiejskich krajobrazów albo jakiejś zwierzyny

Po drugie nowe technologie

  • Postaram się pisać o nowych technologiach które – do mnie na wieś też docierają, i to wcale nie z wielkim opóźnieniem.  Lubię mieć nowe gadżety ale też lubię być z nowinkami na bieżąco.

Po trzecie – alkohole.

  • Lubie dobre piwo. Lubie próbować różnych gatunków tego trunku, a szczególnie tych piw zrobionych metodą rzemieślniczą – w małych browarach (czasem domowych). Ale piwo to nie wszystko.
  • Lubię próbować też różnych whiskey/burbonów. Nie jestem jakimś wielkim koneserem. Kupuję zazwyczaj taką butelkę jaką polecą mi znajomi albo o której przeczytam ciekawą recenzję

Po czwarte – o innych rzeczach