PLANSZÓWKI – Ramzes

RAMZES I.jpg

Kolejna planszówka. W naszej kolekcji od niedawna, ale gramy w nią dość często. Szczególnie przypadła do gustu naszej siedmioletniej córce, ale gramy w Ramzesa też ze znajomymi. Zasady są bardzo proste i nie trzeba ich długo objaśniać.

Instrukcja zawiera informacje że jest to „gra dla 1 – 4 odważnych poszukiwaczy mumii w wieku od 8 lat”; mechanika gry jest na tyle łatwa że młodsze dzieci z drobną pomocą też dają sobie radę.

Gra nie wymaga specjalnie dużej powierzchni – większość akcji wykonujemy w wyprasce – która jest w pudełku. Gra składa się z kart, kafelków – które tworzą planszę, piramid które układamy na planszy, figurek mumii oraz kilku mniejszych elementów – potrzebnych do zbierania punktów.

Cel gry:

Szukanie zwierząt – mumii, przesuwanie figurek mumii tak aby wpadły pod plansze, zbieranie pieczątek faraona. Gromadzenie punktów.

Rozgrywka:

Rozpoczynamy od pobrania karty poszukiwania. Gracz który zaczyna kładzie ją na środku tak, aby była widoczna dla wszystkich. Karta „mówi” nam jakiego zwierzęcia będziemy poszukiwać. Gracz przesuwa piramidy na planszy. Jeśli trafi na poszukiwane zwierzę, zatrzymuje kartę i otrzymuje punkty, w trakcie poszukiwań może wykonać też inne akcje, co urozmaica grę. Jeśli natrafi na inne zwierzę musi zakończyć swoją turę i poszukiwania zaczyna kolejny gracz.

Możliwośc gry w pojedynkę.

DSC_4088.JPG

Czas gry:

Na pudełku podano informację że pogramy 30 minut; i tak zazwyczaj jest.

Podsumowanie:

Jest to gra familijna. Trochę przypomina memory – ale jest bardziej rozbudowana. Ma proste zasady. Dla doświadczonych graczy jest trudniejszy wariant. Elementy gry są dobrej jakości, grafiki są przyjemne dla oka.

Dla dzieci dodatkową atrakcją jest podliczanie punktów – dzięki temu można się dowiedzieć w jakim sarkofagu spoczęła by ich mumia w starożytnym Egipcie.

Kolejny wpis…

Trochę mi to zajęło czasu żeby sobie poukładać prywatne sprawy – część z nich znalazło swój finał, część jest na tyle ogarnięta, że mogę w końcu wygospodarować trochę czasu na swoje hobby i zainteresowania. Nie obiecuje nic. Mam tylko nadzieję że tym razem uda mi się systematycznie coś wrzucić na bloga.

Trzymajcie kciuki!

„Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy”…

Tytuł wpisu to fragment wiersza „ŚPIESZMY SIĘ” ks. Jana Twardowskiego

W życiu każdego, co jakiś czas zdarza się coś nieoczekiwanego, coś na co nie mamy żadnego wpływu. Śmierć bliskiej osoby jest chyba jednym z najgorszych scenariuszy jaki może nas spotkać. Nie będę się bardzo rozpisywać na ten temat. Zmarł mój teść. Trochę to rozbiło moje plany na najbliższe dni i pewnie też miesiące. Zostało dużo spraw – których nie zdążył zakończyć. Ostatnie tygodnie to gonitwa po urzędach, załatwianie tysiąca spraw, próba odnalezienia się w nowej rzeczywistości. 

Teraz pozostaje mieć nadzieję, nadzieję że kiedyś tu na ziemi wszyscy razem będziemy mieć lepsze życie.

Podpiwek – czas wypić

Po kilku dniach, nasz podpiwek jest już zdatny do picia. Im dłużej w butelce tym bardziej wytrawny, ale też jego otwieranie jest bardziej niebezpieczne. Otwieranie zakapslowanych butelek musi odbywać się na raty, żeby nim przelejemy ów cudowny napój do szklanki – nie wylądował na ścianach i suficie. Kapsle dosyć mocno trzymają i nie rozsadza butelek. Na przyszłość już wiem że wygodniejsze były by butelki PET – przy robieniu podpiwku bez wcześniejszego trzymania w fermentorze. Dobre schłodzenie pomaga otworzyć butelkę bez dużego gazowania ale mimo to nie niweluje to całkiem efektu fontanny.

DSC_0162

Dowiedziałem się od jednego z sąsiadów że dawniej taki podpiwek dojrzewał w takiej specjalnej kance z kranikiem, a później bezpośrednio lało się tak przygotowany napój do szklanek. Można by spróbować w kegu.

Smak?? Ten podpiwek to taka domowa koka – kola. Ma trochę aromat buraków i za mało chmielu jak dla mnie. Póki co częstuje nim kogo tylko mogę i obserwuję reakcję. Każdy zachwala ale po minach i chęciach do picia – domyślam się że to nie jest napój dla każdego.

Następnym razem będę chciał stworzyć jakąś własną wariację Podpiwku. Na pewno dłużej będę gotował składniki – żeby chmiel dał więcej goryczki. Będę chciał na pewno go kilka dni potrzymać w fermentorze i przy butelkowaniu dać tylko trochę dodatkowego cukru aby zminimalizować efekt piany w całym pomieszczeniu podczas otwierania butelek 😀

 

PLANSZÓWKI – Wsiąść do pociągu

Jedna z moich ulubionych gier. Więc zacznę od niej. Jest to jedna ze najstarszych gier jakie mamy (nie wliczając szachów) – choć jest u nas stosunkowo nie dawno. Wydana w 2004 roku. Od samego początku cieszy się dużą popularnością. Gra otrzymała tytuł Spiel des Jahres za 2004 rok – czyli została grą roku w Niemczech.

2018-05-24-00h23m19

Gra dla 2 – 5 graczy, jeśli chodzi o wiek to rozgrywka jest zalecana od 10 lat, ale myślę, że bystry 7 latek bez problemu może grać.

Żeby zagrać musimy mieć trochę miejsca – bo plansza gry nie należy do najmniejszych. Rozkładamy planszę, tasujemy karty (im lepiej potasowane tym ciekawsza rozgrywka), każdemu graczowi rozdajemy po 3 karty biletów i 4 karty wagonów; każdy dostaje pionek i 45 plastikowych wagoników.

Cel gry:

budowanie tras kolejowych.

Trochę o rozgrywce:

W każdej turze mamy do wykonania jedną z trzech możliwych akcji:

  • Możemy dobrać nowe karty z wagonikami,
  • Zrealizować nowe połączenie dwóch miast przy użyciu kart wagoników i plastikowych wagoników,
  • Dobrać dodatkowe bilety z nowymi trasami do zrealizowania.

Punkty otrzymujemy za zrealizowane połączenia, za zrealizowane trasy z biletów oraz za utworzenie najdłuższej trasy.

Gra dobiega końca gdy jednemu z graczy kończą się plastikowe wagoniki.

Czas gry:

od 15 minut do godziny. To będzie zależało od tego z kim gramy i czy wszyscy znają zasady.

Podsumowanie:

Jest to gra na pewno z kategorii gier familijnych. Nie ma co się tu doszukiwać jakiś negatywnych interakcji między graczami. Wsiąść do pociągu – młodszych graczy – uczy strategicznego myślenia i podejmowania samodzielnych decyzji.

Gra prosta, łatwa i przyjemna. Można przy niej spędzić przyjemnie czas i jak najbardziej jest regrywalna.

Polecam ją szczególnie dla osób które zaczynają swoją przygodę z tego rodzaju rozrywką, nie ma też przeciwskazań aby był to kolejny tytuł w kolekcji bardziej zaawansowanych graczy.

Podpiwek kujawski

DSC_0001Mając dużo czasu, a do tego będąc zmuszonym do siedzenia w domu, mam czas żeby uporządkować wiele spraw ale też czas żeby realizować nowe projekty 🙂

W jednym z polskich dyskontów spożywczych, dostępny w sprzedaży jest albo był, w małej paczuszce – podpiwek kujawski. Cena zachęcająca 1,99. Trzeba spróbować (a, że od jakiegoś czasu planuję powrót do warzenia piwa, to zrobienie – pomyślałem – domowego podpiwka będzie dobrym startem i rozgrzewką).

I stało się. Duży garnek. Trochę cukru. Paczuszka podpiwka. Trochę drożdży. Butelki po piwie. Znalazłem i odkurzyłem w garażu moją kapslownicę. Wyparzyłem kapsle…

Nakład pracy: znikomy – może wszystkiego razem 2,5 godziny.

Teraz tylko kilka dni poczekać – w zależności od temperatury fermentacji – 3 do 5 dni – i napój gotowy. O efektach napiszę koło poniedziałku. Nie mogę się doczekać.

Zaniedbałem bloga.

No niestety. Sytuacja się trochę zmieniła. Byłem zmuszony do zmiany pracy. Później znowu zmieniałem pracę. A na początku tego roku 2018 – trochę znowu się pozmieniało i wyjechałem za granicę. Na początku maja złamałem nogę, i musiałem wrócić do domu.

Teraz siedzę sam z moimi pomysłami, mam mnóstwo wolnego czasu – więc porządkuje różne rzeczy. Spróbuję reaktywować bloga.

Życzcie mi powodzenia. Czytajcie, komentujcie.

Hobby – planszówki

Mam wiele pasji. Nie realizuję nawet połowy z nich. Niestety – hobby potrzebują wielu wolnych chwil i środków. W miarę możliwości staram się znaleźć czas na niektóre z nich…

Pierwszeństwo daję tym, dzięki którym mogę poświęcić czas rodzinie. Na pewno jednym z takich hobby są gry planszowe. Trochę rywalizacji, dobra zabawa, rozwijanie strategicznego myślenia.

Niestety planszówki nie należą do najtańszych, więc lista tych które chce mieć a które już mam w swojej kolekcji – to dwa różne światy.

Tym wpisem chce zapoczątkować serię PLANSZÓWKI.

Postaram się co tydzień napisać coś na temat tytułów w które gramy, i może zrobię jakiś osobny wpis na temat naszych planów zakupowych…

Repeta, restaurant & café

Będąc dziś w Słupsku zahaczyliśmy o całkiem sympatyczny lokal. Repeta, restaurant & café to lokal przy ul. Starzyńskiego 11 vis-à-vis Krakowskiej Zapiekanki. W środku całkiem przestronnie. Stoliki dla 4 – 6 osób. Dodatkowo ogródek i druga sala na piętrze.

Lokal kieruje się dewizą:

20170529_132734

Zamówienie

Zaraz po zajęciu miejsc kelner podał nam menu.

Kilka stron. Wszystko jasno napisane.

Nasze zamówienie to kawa i coś do kawy. Ja zamówiłem tostowaną ciabattę „Bella Mozzarella”, a moja żonka – jak zawsze bardziej na słodko – Czekoladowe Brownie z lodami. Do tego cappuccino.

Kawa całkiem dobra. Chyba jedna z lepszych jakie można wypić w Słupsk (następnym razem na pewno zamówię espresso) . Kanapka super. Wszystko było świeże i zachęcało swoim wyglądem i zapachem. Smakowało.

Ciacho do kawy też całkiem dobre. Nie mieliśmy okazji do jedzenia zbyt często Brownie więc nie powiem czy było bardzo dobre czy tylko dobre. Zamiast lodów waniliowych – które były w karcie podali ciasto z lodami truskawkowymi, ale nie było to na minus 🙂

Talerze ładnie ozdobione.

Ciekawe jak wypadają dania obiadowe… To pewnie będzie tematem innego wpisu 🙂

Ogólnie słabo wypadają tylko pod względem piwa. W karcie brakowało czegoś co było by warte wypicia. Same koncernowe lagery, trochę książęcego jakieś redd’sy. Miejmy nadzieję że pod tym względem się poprawią i będzie można ich za to również pochwalić.

Jeśli chcecie być na bieżąco to zapraszam do obserwowania profilu repety na fb.

Polecam każdemu kto ma ochotę na kawę i małą przekąskę.

 

 

Prezent z Bieszczad – ‚Bieszczadzkie Mocne’

Jakiś czas temu dostałem mały drobiazg z Bieszczad. Całkiem ładna etykieta. Pomyślałem pewnie jakieś craftowe piwko…

Rozczarowanie. Taka nazwa była by odpowiednia. Raczej słabo na chmielony lager podobny do tych masowo produkowanych komercyjnych piw.

Zapach – lekko czuć drożdże. W smaku czuć słód, drożdże i alkohol. Nic więcej. Piana fajna, gęsta, szybko opadła. Trochę jak lager robiony w domu z brewkitu w puszcze.

Jeśli miałbym wybierać między tym piwkiem a żubrem? Kupił bym Bieszczadzkie Mocne. Ma 6,2% alkoholu więc po ciężkim dniu 3-4 piwka dla całkowitego znieczulenia.

Ale jeśli chodzi o smak piwa, o jakość czy o to żeby się trochę po delektować… Zdecydowanie nie. Nie polecam.

OCENA 2/10